NORWEGIA
Pośród majestatu gór i prostej pracy na taśmie w fabryce ryb, leczyłam wypalenie zawodowe i defekt woli. Całe lata utrzymywałam w sobie zgrabną kolekcję totalnie sprzecznych osobowości i twarzy na wypadek objawienia kim właściwie jestem, czego chcę i dla kogo żyję? W pakiecie z pracoholizmem i umiłowaniem do nieprzeciętnych związków doszłam do kresu własnych rozterek i podjęłam wreszcie pierwszą ważną decyzję: rzuciłam wszystko i.... uciekłam..
Norwegia jest wyjątkowa, bo posiada idealne warunki atmosferyczne do główkowania. Byłam już głęboko po trzydziestce, ale dopiero tam znalazłam odwagę by zaplanować kolejną podróż i zmierzyć się z własną głową. Czyste, mroźne, ale na tyle wilgotne, że odczuwalnie wyjątkowo odświeżające powietrze, daje efekt głębokiego oddechu. Zaciągasz się nim i delektujesz jak najlepszym towarem.
Gdzie nie spojrzysz, jest tak pięknie, że byle kawałek góry, czy szmaragdowej wody zapiera dech. Pojawiają się zorze i tęcze. Jest doskonale.
Kuszą traperskim życiem stare opuszczone norweskie chaty. Nikt w swojej romantycznej wizji, nie dopuszcza do siebie myśli, że noc polarna całe lata zbierała żniwo samobójców, a ty leczysz swoje lęki na cmentarzysku depresji jakim są porzucone domy ludzi dalekiej północy. Delektujesz się pięknem surowego krajobrazu, bo wyczerpałeś swój limit na ilość bodźców ze swojego podwórka. Pustka tutaj jest miła dla oczu.
Dni mijały a ja nieustannie cieszyłam się samotnością i widokami. To był dla mnie prawdziwy szok. Miałam czas na swoje wybory, na książki, filmy, a czasem zwyczajnie, na gapienie się na widok za oknem. Kontemplowałam ten sam pejzaż całymi godzinami. Odpoczywały mi zwoje.




Komentarze
Prześlij komentarz